Przekład / tekst współczesny
Malechów, 6 listopada 1759.
Szanowny Panie Prezydencie Lwowa, mój Panie i Dobrodzieju.
Po kilkakrotnych prośbach kierowanych do pana Filipowicza, sprawującego pieczę nad dobrami szpitala Świętego Ducha [dokładna nazwa funkcji niepewna], i jego kolegów, chciałbym jeszcze prosić cały magistrat o łaskę i współczucie. Jako najwyżsi opiekunowie szpitala zechciejcie zadbać, aby nie tylko dwór w Malechowie, lecz i poddani mogli mieć chrust na ogrodzenia chlewów i obejść oraz drewno na opał. Bez tego nie mogą się obejść. Latem, kiedy wypasano zwierzęta, łatwiej obywali się bez odpowiednio przygotowanych stajni dla bydła i koni oraz chlewów. Mniej drewna potrzebowali również do pieczenia chleba i innych potrzeb. Do gotowania wystarczały byle badyle. Teraz jednak codziennie potrzebują więcej opału do ogrzania siebie i dzieci oraz zaspokojenia potrzeb gospodarskich.
Z powodu zamknięcia lasów miejskich nie mają skąd go wziąć. Według autora dawniej korzystali tam od niepamiętnych czasów z wolnego wyrębu na podstawie królewskich praw nadanych lwowskiemu szpitalowi. Od dwóch lat wyrąb jest im zakazany [szczegóły tego zakazu w zdaniu niepewne].
Gromada zgodnie mi oświadczyła, że choć dotąd znosiła krzywdy polegające na odbieraniu jej pól i łąk przez sąsiadów, odebrania wyrębu i zakazu korzystania z lasu nie będzie w stanie znieść. Bez drewna koniecznego do gotowania i ogrzewania nie wytrzymają sami z dziećmi, ani nie utrzymają bydła i koni, którymi odrabiają pańszczyznę. Nie chcąc, aby w czasie mojego zarządu rozeszli się poddani, zwracam się do Pana i całego magistratu o rozważenie sprawy. Proszę pokornie o decyzję przywracającą im przynajmniej dawny użytek na opał i potrzeby gospodarskie, a także uwzględniającą dwór i majątek [fragment prawny nie w pełni odczytany]. Od świętego Wojciecha sam nie wziąłem z lasu nawet szczapy ani najmniejszego kołka, z wyjątkiem gałęzi i drobnicy koniecznej na opał [końcowa fraza niepewna].
Nie chcę też zatajać przed magistratem, że gromada malechowska stale skarży się na znaczne krzywdy dotyczące pól, z których ponosi świadczenia, wyrządzane przez ludzi z Łaszek [nazwa odczytana roboczo]. Moje dworskie pługi także przepędzono wiosną z gruntu zwanego Oczoza [nazwa niepewna]; zrobili to poddani wsi [niepewna nazwa], nie pozwalając mi go zaorać i obsiać. Grunt wypasano bydłem, rowy zaś, które kazałem wykopać, zasypano. [Fragment opisujący dodatkowy incydent i wspomnianą w nim osobę nie jest pewnie odczytany.]
Wydaje mi się, że należałoby pisemnie poskarżyć się dziedzicowi wspomnianej wsi albo w imieniu zgromadzenia szpitalnego napisać prośbę. Sprawę mógłby zbadać komisarz, aby bezprawnie odebrane grunty zwrócono [kilka fragmentów dotyczących dziedziców, posesora i dalszych czynności prawnych niepewnych]. Potrzebne może być przypomnienie manifestu i wydanie pozwu. Zauważyłem, że zbliżając się do terminu trybunału, pretendenci do tych dóbr zaczynają się między sobą spierać. [Niepewna fraza o wykorzystaniu tej sposobności:] gdy sposobność minie, długo trzeba będzie czekać na podobną.
Wyraziwszy to szczerze, ponawiam prośby za poddanymi Malechowa o opał i drewno na ogrodzenia, potrzebne im i mnie we dworze. Spodziewam się, że ze względów sprawiedliwości i słuszności przywrócicie dawny wolny wyrąb, niedawno zakazany. Dopilnuję [czasownik odczytany niepewnie], aby żaden poddany Malechowa nie wywoził drewna dla innych ani na sprzedaż, lecz korzystał z niego wyłącznie na własne konieczne potrzeby gospodarskie. Polecam siebie Waszej niezmiennej łasce i pozostaję z należnym szacunkiem życzliwym i uniżonym sługą.
Wójcicki.
Dopisek: [Początek formuły do kolegów i dobrodziejów nie w pełni odczytany.] Proszę o życzliwość dla gromady oraz mojego gruntu dworskiego w sprawie lasu. Niech zakaz nie doprowadzi do utraty dochodów wskutek rozejścia się poddanych szpitalnych. Lepiej dać drewno tym, którym się należy i którzy o nie proszą, niż dopuścić, aby nieuprawnieni zabierali je siłą i ogołacali las, jak czynią ludzie postronni.
Oryginalne brzmienie — transkrypcja
[S.2]
Z Malechowa d.6. 9bris 1759no Anno.
Szlachetny Mci Panie Prezydencie Lwowski, MWM Panie y Dobrodzieju.
Po zaniesionych kilkakrotnie do JmćPana Filipowicza iako prowiektora [lekcja niepewna] Dobr Szpitala S. Ducha y drugich JchM Kolegów Jego rekwizycyach, chciałem ieszcze u całego Szlachet: Magistratu WWMMćPanow adorare Łaskę y kompassyią, ażeby abyście WMćPanowie Dobr: iako Supremi [skrót niepewny] pomienionego Szpitala provisores raczyli obmyślić wzgląd, by nie tylko Dwor Malechow, ale y poddani mogli mieć tak na zagrodzenie chlewow y ogrodzenia swoiego chrust, iako też na opał drwa, bez czego wszystkiego żadnym sposobem obeyść się niemogą, bo puki lato było, pasł bydlę bez opatrzonych stajni dla bydła y koni, chlewow obchodząc się łatwiey im było; iako też na opał y inne potrzeby iako to dla lożenia [lekcja niepewna] chleba, pieczenia chleba mniey drew potrzebowali. Lada chobłaiem y badylami do gotowania tylko jeść obyw[a]li się, lecz teraz na opał dla zagrzania siebie y dzieci swoich tudzież wszystkich namienionych potrzeb gospodarskich więcey y co dzień są potrzebni, a dla zawartych lasow mieyskich, w których przedtym ab aevo wolny wyrąb podług praw od Nayiaśnieyszych Krolow Szpitalowi Lwowskiemu sucessoribus [niepewne] nadanych miewali y od lat dwoch dopiero tako pieniędzy wdać im tego wyrębu zabroniony [składnia niepewna], sposobu nie maią skąd się opalić. Tegoż od gromady
[S.3]
się iednostaynie mi oświadczyli, że chociaż dotąd w polach y łąkach przez odjęcie ich sobie od okolicznego sąsiedztwa znosili krzywdę, tey którą przez odjęcie im wyrębu y zabronienie lasu ponoszą, znieść żadnym sposobem nie będą mogli, ponieważ ani sami z dziećmi bez drew do gotowania y ogrzania się koniecznie potrzebnych wytrzymać niepodobna, ani też bydła y koni któremi pańszczyznę odbywaią utrzymać nie będą mogli. Zaczym ja obiandu [niepewne] żeby za moię possesyią bez żadney przyczyny nie rozeszło się poddaństwo, recurr[o] do Wielkiey WMćPana Dob: totiusque Nobilis Magistratus konsyderacyi, upraszaiąc z należytą submisyą, abyście per determinationem in natura saltem poddaństwu Malechow jurta [niepewne] usum antiquum na opał y potrzeby dla spodziewu [niepewne] wyrębu w lasach mieyskich rownie też pro curia ac fundo nie oszczędzali, bo ja od S. Woyciecha żadney iedney szczypy y kołka naymnieyszego z lasu nie używię [niepewne] krom na opał gałęzi y drobia konieczne do utrzymania kuria [niepewne] wzięcia lasu z chrustu [niepewne]. Nie chcę mieć tai[y]ney y tey okoliczności przed całym Magistratem Szlachetnym,
[S.4]
że gromada Malechowska ustawicznie podda się być ukrzywdzoną bardzo znacznie w polach swoich, z których powinności odbywa, od ludzi [niepewne] Łaszek. Mnie także dworskie pługi na wiosnę z gruntu Oczoza zwanego poddani wsi [Przypowie?] gwałtownie spędzali, y ktorym był wróblę [niepewne] podług opisu planu niedaw[b]szy mi go zaorać y zasiać. Restytucią go swoim rownie iak y Malechowskim bydłem nie słusznie zastępuiąc wypasli. Rowy ktorem blisko są gminy [niepewne] robocizny wyrznąć kazał zasypali y kołaczem, sok z JmćP. Pawiłłowskim [nazwisko niepewne] moim władnem [niepewne] na tey [luka] dostałem przysługi. Zdałoby mi się żeby było do Pana [Przypowie?] dziedzica listownie się uskarżyć, albo imieniem Zgromadzenia Szpitalnego napisać supplicę, to by każde w te krzywdy kommissarzem swoim weyrzało y bezprawnie oderwane grunta nazad przywrocić rozumiał z W[ielmożnym?] dziedzicem y possesorem tych Łaszek przemówić y tam [niepewna fraza] prawko [niepewne] przez ludzi interwencyę y brać się do tych albo do dwu dziedzicow prawnych przez przypomnienie manifestu y wydanie terminu pozwu potrzeba. Już dostrzegłem że
[S.5]
teraz ku limicie trybunału zaczą się concurrentes do tych dobr między sobą kłocić, to by była komedya, a iak da Pan minie to długo trzeba będzie czekać podobney. Co ja pro sinceritate wyraziwszy y wyso[l]iczoną JmćPanu podawszy powtarzam proźby moie za poddaństwem Malechowskim względem opału y ogrodzenia tak onym iako y mnie także we dworze potrzebnego, spodziewaiąc się że pro justo et aequo przywrocicie ten wiekowolny wyrąb niedawno zabroniony. A ja spądzę [niepewne], że na stronę albo na przedaż żaden poddany Malechowski wozu tego wywieźć nie będzie, krom swoiey tylko konieczney y gospodarskiey potrzeby. Przytym siebie samego baczney y nieodmienney łasce polecam, zostaię cum debita observantia
Szlachetnego WMWMćPana y Dobrodzieia szczerze życzliwym y uniżonym sługą
Woycicky [skrót].
[Dopisek:] Szlachetnym Jmciom WMćPanom Dobrodziejom kolegom a mianowicie [luka] Panu Dobrodzieiowi [niepewna fraza] za tą łaską [niepewne] w imieniu wszystkich Ichmciów o łaskawość dla gromady iako też na moy dworski grunt względem lasu dopraszam [niepewne słowo], żeby przez zabronienie lasu nie było przeszkody w dochodach dla rozyścia się poddanych szpitalow: a potym lepiey dać tym ktorym się należy y o to proszą, niż mieliby ci ktorym nie należy gwałtem wydzierać y ogołacać las iako się tak od postronnych dzieje.
Uwagi do odczytu
Obejrzano PDF s.1–5; datownik s.2 ponownie sprawdzono w powiększeniu: 6 9bris 1759 = 6 listopada 1759. S.2–5 tworzą jeden list, s.5 dopisek. Odczyt rozległy, lecz częściowy: szczególnie nazwy gruntów i sąsiednich wsi, nazwisko osoby przy incydencie oraz część formuł prawnych pozostają niepewne. Skargi o odbieranie ziemi, wypas i zasypywanie rowów są relacją autora, nie niezależnie potwierdzonym ustaleniem. Przywołanych przywilejów królewskich nie ma w tej jednostce. Nie ustalono imienia Wójcickiego. Szpital oznacza tu instytucję opiekuńczą; list mówi o jej dobrach i poddanych, nie o leczeniu pacjentów.
Lokalizacja w skanie: PDF s.2–5; s.1 okładka jednostki
Lokalizacja w skanie: PDF s.2–5; s.1 okładka jednostki
